Autobusy, autobusy i jeszcze raz autobusy ;).
Ah te blaszane puszki dla ludzi
- nie raz zmuszeni jesteśmy z nich korzystać. Wczoraj przydarzyła mi się komiczna historia, po ośmiu godzinach na uczelni, wracałem autobusem do domu. We Wrzeszczu ładnie się zapakowałem do pojazdu i postanowiłem się kimnąć, jako że to jest około godziny drogi
.
Sytuacja sprzyjała, tj. siedzenia były nadzwyczaj wygodne, na dworze już ciemne niebo a na uszach Maggot Brain przy zasypianiu. Tak dobrze mi się spało, że ledwie otworzyłem oczy i ujrzałem biedronkę i wieże kościelną - w pierwszym momencie pomyślałem: "Przodkowo?..." a po chwili "o fuck! Kartuzy" - jak tak pomyślałem to autobus zaczął już odjeżdżać
. Szybko się zerwałem, normalnie momentalnie chwyciłem za wszystko i wystrzeliłem jak strzała do wyjścia. Kierowca jak mnie zobaczył to tylko powiedział "a co tu się stało? zasnąłeś?"
- przeprosiłem go i wyszedłem
. Powiedział, że jeszcze chwile to był się obudził w autobusie i bym wyszedł dopiero jutro
.
Dziś też miałem niezwykłą historię ale... raczej na wielki minus. Otóż jechałem godzinę i pięćdziesiąt minut! - wsiadłem o 6 rano a wysiadłem o 7.50 koło Galerii Bałtyckiej!. Dobrze, że wykłady rozpoczynam o 8.15, bo by było słabo
.
dziś nie chce mi się już nic więcej pisać po 10h na uczelni.... napisze Wam coś jutro
....