Maciej Małecki Bardzo subiektywny blog

29paź/10Off

Koszmar zadania domowego?.

Pytanie zasadnicze, czy zadania domowe to zło?. Przepraszam, że od razu tak bezpośrednio, bez większego wstępu ale to cholernie ważne pytanie :D . Wczoraj robiłem ~4h zadanie domowe z liczb zespolonych (dwie strony a4) i przed ich zrobieniem miałem totalne inne podejście do tego zagadnienia niż teraz.Zrobienie tych zadań sprawiły, że wiele zrozumiałem z tego działu, a to stosunkowo ważne bo na następnym wykładzie już zostawiamy to i lecimy dalej ;) . Zadania domowe w liceum i niżej nie miały chyba większego sensu, z tego względu, że jeden dział był wałkowany przez miesiąc i tak czy siak mogłeś się biernie tego nauczyć na lekcjach, bez przymusu siedzenia w domu nad zadaniami. Sprawa trochę się zmieniła na studiach, ponieważ mam 2h wykładu, potem 2h ćwiczeń i praktycznie zmianę tematu, tzn. teraz mieliśmy liczby zespolone a dziś już wielomiany. Problem w tym, że matmę trzeba ćwiczyć, żeby ją dobrze ogarnąć, a mało kto z własnej, nieprzymuszonej woli chce do tego usiąść w swoim wolnym czasie. Z tego właśnie względu, zadania domowe są świetnym rozwiązaniem, bo przynajmniej to mnie zmusza do nauki po przez rozwiązywanie zadań.

Przed otrzymaniem dwóch stron zadań,  krzywo patrzałem na prace domowe ale teraz już rozumiem, że to zajebista sprawa ;) . Tylko w ten sposób przysiądę i będę się uczyć ;) .

...więc, zło czy nie... dla niektórych na (nie)szczęście zło konieczne ;) .

Oto moje zadanie domowe :D .

Zobacz także:

Komentarze (8) Trackbacks (0)
  1. LOOOOOOOOOOOOL.
    diss na matme :<

  2. Matma to zuo ziom. To jest coś,co mnie zmiecie na maturze z powierzchni tego świata ;p.

  3. Matma dla wielu osób jest dużo TRUDNIEJSZA, niż się wydaje. Niektórzy kumają matmę bez problemu a inni mogą nad jednym tematem siedzieć 10 godzin i nie mieć pojęcia, co się dzieje. Myślę, że najważniejsze są 1) brak zaległości z poprzednich lat 2) wyobraźnia. Jednak z naciskiem na brak zaległości

    Prace domowe niestety, ale mają bardzo dużo sensu. Zarówno na studiach, jak i wszędzie. Nie jestem fanem uczenia się, ale prace domowe rzeczywiście pomagają. Aktualnie, jeżeli chcę się czegoś nauczyć, to się tego uczę a jeżeli coś mnie nie interesuje, to mam to głęboko w dupie (w tym analizy matematyczne itd), ale wiem, że nie wszyscy tak mają i uczą się bo uważają, że „muszą” (dla papierka, dlatego, że przecież wszyscy tak robią, dla… właściwie ktoś się zastanowił dlaczego się tego wszystkiego uczymy?) i jakbym miał dla takich osób podać plan MINIMUM, czyli jak się uczyć matmy, żeby ją umieć i spędzić nad nią możliwie najmniej czasu, dwie opcje:

    1. (dla NIE-studentów, ale na studiach można podobnie i ma ten sam sens) Jeżeli chcesz to umieć, RÓB PD do tego stopnia, żebyś zrozumiał temat. Pierdoli mnie to, że dostanę minusa za nie dokończenie dwóch zadań. Widzę, że umiem – starczy. Dzięki temu następne zajęcia będą POWTÓRZENIEM z dodaniem 1-2 nowych wzorów albo tricków. Jeżeli z kolei nie skumasz tematu na pierwszej lekcji, z drugiej nic nie zrozumiesz i musisz sam się uczyć tego w domu. Przemyślcie to, jeżeli nie skumacie lekcji 1, ILE WYNIESIECIE Z LEKCJI 2? Bo ja przyszedłbym na lekcję 2, spróbował coś zrozumieć z marnym skutkiem, bo nie kojarzę podstaw a tutaj już coś dodają po czym wkurwiłbym się, że nie rozumiem i zacząłbym rysować dziwne rzeczy z tyłu zeszytu. 45min w dupę, już lepiej było się zerwać i zrobić coś ciekawego

    2. Sposób bardziej na studia, gdzie tematy są zmieniane co 1-2 wykłady. I tutaj trzeba dobrze znać swoje możliwości, to był mój sposób na studiach. Jeżeli masz beznadziejnego wykładowcę / ćwiczeniowca i wiesz, że z 2h wykładu nauczysz się mniej niż samemu w 15min w domu – nie idź na wykład! Nie chodziłem ani na wykłady ani na ćwiczenia. I teraz trudny moment – musisz wiedzieć, kiedy będzie kolos. Jakieś 1-2 tyg przed kolosem umawiasz się na 3h korków (z korepetytorem lub koleżanką), przerabiacie 80% materiału. W domu uczysz się tego i robisz zadania. Jak to zrobisz (kilka dni), umawiasz się na kolejne 2-3h korków, rozwiewasz wątpliwości (bo nie umiałeś paru zadań z tematów przerabianych ostatnio) i przerabiacie ostatnie 20% materiału. Uczysz się w domu, idziesz na kolosa. Jeżeli wykładowca / ćwiczeniowiec potrafią uczyć, przemyśl regularne uczenie się. Wtedy ptk. 1

    Tyle ode mnie: fotografa / beatboxera / korepetytora z matmy ;)


Trackbacks are disabled.