Brodaty ziooom
Wczoraj byłem na koncercie Beardymana w Centrum Stoczni Gdańsk z moją Alą, gorylem i serkiem
. Cóż, impreza zaczęła się o 18 ale my przyjechaliśmy coś koło 22, bo wcześniej było dość dużo supportów. Samo miejsce dość fajne, duża przestronna, wentylowana hala. Tutaj pierwszy problem
- wentylacja na pewno fajna latem ale wczoraj było po prostu zimno. Nagłośnienie było masakrycznie zajebiste
- w żołądku czuć było bassy
. Byliśmy na miejscu około 22 ale dalej grał dj, ciężkie dramy i dubstepy. Wszystko fajnie ale..... dłuuugo. Grał trzy godziny! - po prostu zmarzliśmy i wynudziliśmy się trochę czekając na Beardiego. Około pierwszej wszedł na scenę, oczywiście rozkurwol
. Wejście miał mega kozackie
ale później... hmmm rozczarowałem się: brak interakcji z publiką, takiej jaką miał kiedyś, brak jego dowcipnych motywów - właściwie robił swój set, jak dj. Fajnie, fajnie ale czułem się jakbym oglądał YouTube na dobrym nagłośnieniu - odległość beardiego od publiki i brak większego kontaktu sprawiły, że show było po prostu słabe. Po 40 minutach stwierdziliśmy, że jedziemy do domu
- zmęczeni (około trzy godziny czekania na Beardiego), zmarznięci (było zimno jak w psiarni) i znudzeni supportami.
Niestety ale bardzo się rozczarowałem koncertem, chodź nie zaprzeczam - Beardyman to rzeźnik!
. Z mordą robi niesamowite rzeczy ale jak dla mnie za mało solowego beatboxu bez całego jego sprzętu.